Nasza relacja z Tunezji
Nasza wycieczka do Tunezji zaczęła się od podróży samochodem z Wrocławia do Katowic, gdyż kupowaliśmy wycieczkę trzy dni przed wyjazdem i zabrakło już miejsc w samolocie wylatującym z Wrocławia. Zostawiliśmy autko na strzeżonym parkingu i ruszyliśmy w stronę lotniska. Ponieważ odprawa paszportowa poszła bardzo szybko, siedzieliśmy na terminalu 2 godziny czekając na wylot. Lecieliśmy liniami Tunis Air Boeingiem 737.Samolot wystartował o godzinie 3:50 a już około 4:20 podali nam na pokładzie bardzo wczesne śniadanko. Kromka chleba, rogalik, masełko, drzem, kawałek babki, gruszkę i napoje w zależności, kto co chciał (kawa, herbata, soki).
W Monastirze wylądowaliśmy o godzinie 6:00. Pierwsze co poczułam wysiadając z samolotu to gorąco i niesamowita wilgoć, która przebijała się nawet przez spodnie. Niesamowite wrażenie zrobiły na mnie palmy, do których bądź co bądź nie jestem przyzwyczajona i których nie widuję na co dzień. Z lotniska autobusem udaliśmy się do hotelu Skanes El Hana położonego między Sousse a Monastirem.
Pierwszego dnia, czyli w niedzielę, wypoczywaliśmy na leżakach przy basenie, braliśmy udział w aerobiku wodnym.
Drugiego dnia pogoda się troszkę popsuła i przez pół dnia padało. Po południu wybraliśmy się autobusem do Sousse (bilet kosztował 640 millimów). Pierwsza rzecz jaka zdziwiła i zaszokowała nas w mieście – to jeden wielki śmietnik jaki panuje na ulicach Tunezji. Sami Tunezyjczycy nie dbają zbytnio o czystość wyrzucając wszystkie papierki, butelki, puszki itp. gdzie się da. Aktualnie rząd Tunezji prowadzi działania mające na celu nauczenie swoich obywateli dbałości o środowisko. W Sousse udaliśmy się na ogromny targ (tam największe targi nazywane są Soukami), który bardzo różni się od targów, które znamy w Polsce.
Zasadnicza różnica to taka, że o wszystko trzeba się targować a ceny można zbić nawet o 70%. Tunezyjczycy cenią sobie klientów, którzy potrafią dobrze negocjować ceny i czują się urażeni, jeżeli ktoś chce kupić coś bez targowania się. Należy pamiętać żeby nie kupować złota i srebra na takowych targach, gdyż nie jest to prawdziwe ani srebro ani złoto (choćby nie wiem jak przekonywali). Jeżeli wybieracie się na taki targ zarezerwujcie dużo czasu, gdyż o jedną rzecz można targować się nawet 40 minut, a przechodząc koło stoisk nie pokazujcie że coś wam się podoba, nie zatrzymujcie dłużej wzroku na jakimś produkcie. Tunezyjczycy uważają, że jeżeli coś przykuło twoją uwagę i np. wziąłeś to do ręki – to ta rzecz jest już kupiona przez ciebie – kwestia tylko za jaką cenę.
Trzeciego dnia pobytu w Tunezji (czyli we wtorek) wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę do Tunisu, Kartaginy. Nasze zwiedzanie zaczęliśmy od Muzeum Narodowego (Musée du Bardo), około 6 kilometrów od centrum Tunisu. Muzeum to zgromadziło przede wszystkim zbiory archeologiczne z czasów rzymskich – przede wszystkim mozaiki, które tworzą największą kolekcję na świecie. Oczywiście za możliwość robienia zdjęć lub filmowania eksponatów trzeba było zapłacić 1 dinara przy wejściu do muzeum.
Na parterze znajdują się posągi i sarkofagi z czasów rzymskich i fenickich. Na pierwszym piętrze można podziwiać mozaiki, które umieszczone są na ścianach, podłogach a nawet sufitach poszczególnych komnat. W sali Wergiliusza możemy podziwiać mozaikę z III wieku przedstawiającą słynnego poetę w towarzystwie Muz Historii i Tragedii. W wielkiej Sali Sousse na podłodze znajduje się ogromna mozaika ukazująca triumf Neptuna, a na końcu sali widzimy wielką głową oraz dwie stopy Zeusa – tylko tyle zostało po ponad sześciometrowym posągu. Ponieważ muzeum zostało utworzone z dziewiętnastowiecznego pałacu bejów, na pierwszym piętrze można oglądać sypialnie czterech żon poprzedniego właściciela, sale koncertową, salę dyplomacji, jadalnię.
Po zwiedzeniu muzeum wsiedliśmy do klimatyzowanego autobusu i ruszyliśmy w stronę Kartaginy, dawnej stolicy imperium, a dzisiaj luksusowego przedmieścia Tunisu. Kartagina to rodzinne miasto Hannibala i miejsce, gdzie rozegrał się tragiczny romans pochodzącej z Kartaginy Dydony i Rzymianina Eneasza, który to opisał na kartach „Eneidy” Wergiliusz. Stojąc na tarasie widokowym można zobaczyć plan całego zabudowania, gdzie kiedyś mieściły się Łaźnie Antonińskie. Stojąc zwróconym twarzą w stronę morza po lewej stronie, na wzniesieniu można dostrzec siedzibę obecnego prezydenta Tunezj, jednak nie wolno w tym kierunku robić zdjęć ani filmować (takie są przepisy). Termy, nad samym morzem, robią imponujące wrażenie. Zbudowane w połowie II w., zaopatrywane w wodę potężnym akweduktem z Zaghuanu, były kiedyś trzecimi co do wielkości w całym imperium rzymskim - środek frigidarium z ośmioma kolosalnymi filarami miał wymiary 22 na 42 m. Obszar ruin jest imponujący, chociaż są to zaledwie fundamenty budowli.Samotna 15-metrowa kolumna daje pojęcie o wysokości term, a duże fragmenty wykonanych w marmurze inskrypcji pozwalają wyobrazić sobie wystrój. Zniszczyli je Wandalowie w 439 r., a kamień, który po nich pozostał, wykorzystali Arabowie podczas budowania Tunisu.
Kolejnym miejscem gdzie udaliśmy się z wycieczką było miasteczko Sidi Bou Said, które jest położone między Tunisem a Kartaginą. Miasteczko to jest znane przede wszystkim z tego, iż wszystkie domy tutaj mają niebieskie okiennice i niebieskie, kute drzwi, a okna i balkony są przyozdobione mnóstwem kolorowych kwiatów. Miasto to upodobali sobie poeci i malarze.
Pierwsza rzecz jaka się rzuca w oczy kiedy wjeżdża się do stolicy Tunezji to górujący nad innymi budynkami Africa Hotel – najdroższy hotel w Tunisie. W tym też miejscu wyrosło w ciągu ostatnich dziesięcioleci sporo wieżowców i biurowców.
Ponieważ Francuzi okupowali Tunezję przez ponad 70 lat w centrum miasta widać styl typowy dla francuskich miast. Główna arteria (Aleja Habiba Bourguiby) jest wysadzana drzewami, które przywodzą na myśl pomniejszone Champs-Élysées (Pola Elizejskie). Przy Alei Bourguiby znajduje się wybudowana przez Francuzów w 1882 roku Katedra św. Wincentego A’Paulo (po wejściu do niej kobiety muszą zasłonić ramiona specjalnymi chustami, które znajdują się przy wejściu, jeżeli mają bluzki na ramiączkach).
Praktyczne rady:
- jeżeli będziecie korzystać z taksówki, wsiadajcie tylko do takiej, która ma taksometr. Zanim auto ruszy sprawdźcie ile jest na liczniku – powinno być najwyżej 350 millimów, jeżeli będzie więcej każcie kierowcy zresetować licznik. Jeżeli chodzi o taksówki bez licznika, to możecie na nich gorzej wyjść. Najlepiej podróżować autobusami, gdyż są o wiele tańsze. Jeżeli chodzi o autobusy to wsiada się na końcu pojazdu i tam też kupuje się bilet. W trakcie kolejnych przystanków trzeba przesuwać się sukcesywnie do przodu, gdyż wysiąść można tylko przodem.
- Alkohol – wyjeżdżając do Tunezji możecie zaopatrzyć się w żóbrówkę albo w inną wódkę. Alkohol jest towarem deficytowym w tym kraju, więc można go sprzedać za dość pokaźną sumę albo wymienić na jakąś pamiątkę. Wystarczy po targu przejść się po targowisku z butelką pod pachą i już wszyscy będą was zatrzymywać i pytać za ile chcecie sprzedać.
- Zakupy na targu – nie kupujcie złota ani srebra, bo to wszystko to podróbki




